Byłem cierpliwy i spokojny. Starałem się nie okazywać emocji. To były bardzo trudne czasy. Listy miały prawo przychodzić wolniej.
Byłem cierpliwy. Mój spokój runął dawno temu. Ale nie chciałem nikomu pokazywać strachu. Co by to dało? Przecież krzycząc na posłańca nie sprawię, żeby natychmiast dał mi list, który nie został jeszcze napisany.
Kiedyś powiedziano mi, że zanim pojawili się Tytani, ludzkość wyznawała wiele religii. Wierzyli w różne bóstwa, które były dobre i sprawiedliwe, nie odwracały oczu na widok cierpienia, które kazały kochać bliźniego. Gdzie więc teraz są te wszystkie przeklęte bożki? Dlaczego pozwalają nam ginąć w paszczach tych kreatur? Dlaczego żadne z nich nie słucha moich błagań?!
Nie okazywałem emocji. Moim ciałem i umysłem zawładnęły czarne wizje i koszmary, które nie chciały odstąpić ani na krok. Dzisiaj mijały dokładnie cztery miesiące, odkąd wyjechali. I miesiąc, przez który nie napisali żadnego listu. Zawsze na koniec pisali, że nie znają jutra. I żegnali się, jakbyśmy już nigdy mieli się nie zobaczyć.
Pierwsza kartka należała do okrągłego, pięknego pisma Armina. On zawsze pisał co dzieje się wokół. O tym, jak wygląda daleki, nieznany mi świat. O zwierzętach, których nie hodujemy za murami. I o tym, jak mają się ludzie w oddziale.
Druga kartka przepełniona była chaotycznymi, ostrymi literami stawianymi przez Mikasę. Siostra pisała tylko, że mam o siebie dbać i być posłuszny lekarzom i Hanji. Z racji tego, że - w przeciwieństwie do Armina - pisała bardzo lakonicznie, zostawało trochę wolnego miejsca. W pustych miejscach, które zostały, czasami wpisywał się Jean i Bertolt. Przy odrobinie szczęścia starczało papieru dla wszystkich.
W kopercie zawsze znajdowała się jeszcze jedna kartka, nie większa ni wnętrze dłoni. Kiedy na nią patrzyłem, miałem wrażenie, że została zadrukowana a nie napisana przez człowieka. Na tym świstku papieru pisał, że niedługo wróci. I wszystko będzie po staremu. Nigdy nie pisał o innych, zawsze o tym, co czuje, Zawsze mieścił się na takiej małej kartce.
Pisałem obszernie. Do każdego czasem po kilka stron, żeby się nie martwili. Teraz piszę sam do siebie, bo nie ma posłańca. Zbieram swoje listy, potem dostaną ich naprawdę dużo. Może się ucieszą.
Pół roku, odkąd wyjechali. W tym czasie przyszło kilka króciutkich wiadomości, ale żadna od niego. Miałem się nie martwić. Nastąpiły poważne komplikacje. Nie wiedzą, kiedy wrócą.
Nie kłamią. Nie potrafiliby.
Ręce mi drżą, gdy rozrywam kopertę. Nie biorę listu od Mikasy ani od Armina.
Nagle na kolana wysypuje mi się garść trawy i słodko pachnących polnych kwiatów. Otumaniony ich wonią, przez łzy dostrzegam tak długo wyczekiwane słowa.
Będziemy jutro. Kocham.
L.
Tak więc jest! Mój pierwszy ffick z Levim i Erenem ;w; Napisałam go, jeszcze nie ogarniając całej fabuły Ataku Tytanów XD Po prostu spodobali mi się jako para, cholera no XD Nie rozumiem swojego gustu....
Pozdro,
M.
Jedna z moich OTP, więc postanowiłam przeczytać. I jestem mile zaskoczona - może nie jest bardzo oryginalnie, ale za to ma swój klimat. Tekst jest płynny, bardzo fajny opis listów, każdego ze stylów pisania. Choć trochę krótko, ale to początki twojego pisania, więc można przymknąć oko.
OdpowiedzUsuńOch, na to jednak nie da się nie zwrócić uwagi: "Byłem cierpliwy. Mój spokój runął dawno temu. Ale nie chciałem nikomu pokazywać strachu." - przecież drugim zdaniem zaprzeczasz pierwszemu! Brzmi to tak źle jak czytasz na głos ten fragment, że aż boleśnie. I muszę przyczepić się do końcówki. Levi mówiący tak po prostu kocham? Nop, całkowicie psuje nastrój tekstu i jego płynność.
Znowu skrytykowałam!! Ale życzę powodzenia w dalszym pisaniu;)