środa, 26 sierpnia 2015

[KnB] Yochien no Kiseki - rozdział 1

 - To jak? Zgadza się pan, czy nie?!
 - Takao-kun, spokojnie.
Czarnowłosy chłopak wiercił się niecierpliwie na krześle i wpatrywał w urzędnika. Miał wrażenie, że z ekscytacji zaraz eksploduje.
 - Jesteście absolutnie pewni, że chcecie się tego podjąć? Jeżeli spróbujecie potem pozbyć się tych dzieci, to będziemy zmuszeni wejść z wami na drogę prawną. – powiedział poważnie barczysty mężczyzna siedzący za biurkiem.
 - Jesteśmy absolutnie pewni. Kiedy dzieci zostaną nam oddane i gdzie będzie mieściła się instytucja? – dopytywał jeszcze Kuroko.
 - Wychowankowie pojawią się już jutro. Ich poprzedni wychowawcy wspólnie ustalili, że im szybciej tym lepiej. Natomiast adres się nie zmienił, Itabashi to dobre miejsce. Budynek jest już w pełni wyremontowany i umeblowany.
 - Dobrze. – rzucił Kuroko. – Dziękujemy za informacje. Do widzenia. – pożegnał się, wstał ze swojego miejsca i skierował kroki w stronę wyjścia.
Takao tylko burknął coś pod nosem i wyszedł za przyjacielem. Przeszli przez szare korytarze urzędu i znaleźli się przed burym gmachem. Kuroko poluzował ciasno zawiązany krawat i sapnął.
 - No i mamy, co chcieliśmy. – oznajmił, lekko się uśmiechając. Czuł niewysłowioną ulgę i radość.
 - Tobie też się wydaje, że ten facet robił nam łaskę, że się zgadza? – zapytał nagle Takao. Jego towarzysz wzruszył tylko ramionami.
 - Ale nasz wniosek przeszedł, i to pozytywnie. A właśnie… - Tetsuya przypomniał sobie o teczce, którą na początku spotkania wręczył mu urzędnik. W środku znajdowały się informacje na temat dzieci. – Takao-kun, trzeba to przejrzeć.
Czarnowłosy chłopak rzucił się na teczkę z okrzykiem: „DAWAJ!”.
 - No, pokaż mi te słodziuchne maleństwa! – nalegał, chcąc zabrać Kuroko dokumenty.
To właśnie Takao wyszedł z inicjatywą założenia rodzinnego domu dziecka i skutecznie namówił do tego Tetsuyę. Przez prawie pół roku ganiali po wielu urzędach i instytucjach, załatwiając wszystkie potrzebne dokumenty i badania. No ale w końcu się udało.
Oboje udali się do pobliskiej kawiarni, by uczcić swój sukces dobrą latte . Przy okazji postanowili tam dowiedzieć się co nieco o swoich przyszłych wychowankach. Cieszyli się także, że będą mogli przejąć nad nimi opiekę już jutro. Usiedli przy ostatnim wolnym stoliku przy dużym oknie i zaczęli czytać.
 - Midorima Shintaro, 5 lat, zielonowłosy chłopak, nosi okulary… Uwagi: jeszcze nie wyrósł z pieluch. – przedstawił najważniejsze informacje Kuroko, odkładając na bok pierwszą kartkę.
 - Cóż, damy radę… - zapewnił dziarsko Kazunari. – To lecimy dalej. Momoi Satsuki, 4 lata, różowe włosy, wesoła dziewczynka. Skora do kłótni z innymi dziećmi o błahostki.
Tetsuya skinął głową i wziął do ręki kolejną kartkę.
 - Kise Ryota, pięciolatek, blondyn. Uwagi: dziecko podatne na częste urazy. – mówiąc to, błękitno włosy nie był pewien, czy dobrze zrobił dając się przekonać przyjacielowi.
 - Murasakibara Atsushi… Jezu, jakie nazwisko… Wiek 5 lat, chłopiec, fioletowe włosy… jakieś tęczowe przedszkole będziemy mieli. – roześmiał się Takao. – Uwagi: je więcej słodyczy, niż przeciętne dziecko, czasem agresywny. I wzrost jak na pięciolatka ma ogromny! – wzruszył ramionami, podzielając niepewność przyjaciela.
 - Aomine Daiki, 5 lat, granatowo włosy chłopiec o ciemnej karnacji. Dziecko pyskuje, wdaje się w bójki, ma przejawy perwersyjnego zachowania. – Kuroko wciągnął głośno powietrze i po chwili je wypuścił. – Na pewno nie będziemy się z nimi nudzili, nie?
 - Kagami Taiga, 5 lat, czerwono włosy. Uwagi: dziecko to jest nienajedzone. – Takao parsknął śmiechem. – Kto to pisał? Nienajedzone… - chłopak położył się na stole, trzęsąc się od nieopanowanego śmiechu.
 - Aida Riko, wiek 4 lata, brunetka. Uparta jak osioł i skora do kłótni. – Kuroko nie okazywał żadnych emocji, czytając.
Takao sięgnął po ostatnią kartkę z wyraźną ulgą.
 - Dobra, ostatni maluch. Akashi Seijuro. Pięć lat, czerwone włosy. Uwagi: chęci odizolowania się od świata, skłonności depresyjne i samobójcze… CO?! – wstrząśnięty Kazunari gwizdnął cicho. – Będziemy musieli na niego uważać.
 - Żeby tylko na niego. – Kuroko podparł głowę rękami. – Reasumując, mamy dwóch żarłoków, dwie drące się panny, jednego kandydata na zboczeńca, jednego w pieluchach, jednego kalekę i seryjnego samobójcę… Czekaj, kto wpadł na pomysł założenia rodzinnego domu dziecka? – Tetsuya spojrzał znacząco na przyjaciela, który właśnie rozpływał się z zachwytu nad załączonymi do dokumentów zdjęciami.
 - Nie przesadzaj, patrz jakie z nich słodziaki. – chłopak pokazał jedną z fotografii, przedstawiająca drobnego chłopczyka o blond włosach i oczach koloru miodu. Miał długie rzęsy, prawie jak dziewczyna i uśmiechał się radośnie.
 - To chyba Ryota, nie?
 - Ano. Nie martw się, wynagrodzą ci słodkością.
 - Szczególnie ten samobójca. Masz jego zdjęcie?
Takao znalazł fotografię i dokładnie się jej przyjrzał. Po chwili wzdrygnął się i oddał kartonik Kuroko.
 - Co jest? – zainteresował się błękitno włosy, biorąc od przyjaciela zdjęcie. Była na nim maleńka postać o krótkich, czerwonych włosach i tęczówkach w tym samym kolorze. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że chłopiec miał łzy w oczach, a drobne rączki pokryte siatką cienkich, białych blizn.
 - O cholera. – stwierdził krótko Tetsu.
 - Dziecko po przejściach? Maltretowane w domu? – zgadywał Takao. – Czy może chore psychicznie?
Kuroko pomyślał chwilę i odparł cicho:
 - Ciężko stwierdzić. Ale chyba dali nam wychowanków dość… problematycznych.
Takao wzruszył ramionami, popijając w zamyśleniu kawę. Nie czuł się w swojej decyzji tak pewnie, jak jeszcze przed kilkoma godzinami, co nie znaczyło, że jego entuzjazm osłabł.
 - Może chcą nas sprawdzić?
 - Albo nas nie lubią. Zadzwonię jeszcze do ośrodka i wypytam o tego małego. Najwyżej pomęczymy się z nim trochę, aż go adoptują. – rzucił jakby od niechcenia Kuroko, zerkając za kawiarniane okno. Ludzie na zewnątrz spieszyli Siudo swoich spraw. Wielki, rwący nurt zapracowanych tokijczyków.
Po dopiciu kawy, przyjaciele udali się obejrzeć budynek, w którym jutro spotkają się z dzieciakami. Miejsce to znajdowało się dość blisko kawiarenki, z której niedawno wyszli. Dotarli do odpowiedniej kamienicy po nie więcej niż piętnastu minutach. Od razu im się tutaj spodobało. Dzieciaki będą mieszkały w osobnych pokojach. Były one umeblowane skromnie, ale sprawiały miłe wrażenie. W każdym znajdowało się łóżko, szafa, mały kredens i biurko wraz z krzesłem. Oprócz tego na ścianach wisiało kilka niewielkich półek. Tak samo w każdym pokoiku.
Takao i Kuroko postanowili nakleić na drzwiach kartki z imionami ich podopiecznych. Po przygotowaniu tego, zdecydowali, że czas najwyższy dowiedzieć się więcej o historii Akashiego. Tetsuya wykonał kilka telefonów. Szczęśliwym trafem, kobieta, która sprawowała opiekę nad czerwonowłosym chłopcem zgodziła się na spotkanie o 15. Czyli za dokładnie dwadzieścia minut. Do tego czasu przyjaciele zapoznali się z panią Fukudą. Była to bardzo miła osoba, kucharka, którą zatrudnili przed dwoma dniami.
 - Dzień dobry…? – rozległo się nagle wśród korytarzy kamienicy. Kuroko i Takao zeszli na dół schodami i zobaczyli niską brunetkę o smutnym wyrazem twarzy.
 - Witamy panią! – ożywił się natychmiast Takao. – Jestem Takao Kazunari, a to mój przyjaciel Kuroko Tetsuya.
 - Haruki Mei, miło mi. – brunetka skinęła uprzejmie głową.
 - Nam też niezmiernie miło, nie sądziłem, że uda się nam spotkać tak szybko. Tym bardziej, że sprawa jest dosyć nagląca. – powiedział Kuroko. – Ale nie będziemy tak stali, usiądźmy proszę.
Trójka przeniosła się do świetlicy, również przygotowanej na pojawienie się dzieci. Siedzieli przy okrągłym stoliku, nad filiżankami herbaty i rozmawiali o przeszłości Akashiego Seijuro.
 - Dowiedzieliśmy się, że zna pani historię tego chłopca. – Kuroko wpatrywał się spokojnie w oblicze Haruki.
 - Owszem, ale… - zaczęła niepewnie kobieta. – Obawiam się, że moja wiedza może nie być wystarczająca.
 - Proszę mówić.
 - Więc… Akashi-chan jest sierotą. Jego rodzice nie żyją od roku. Pewnego dni przyszła do mnie policjantka z nim na rękach. Powiedziała, że nie ma innej rodziny mieszkającej w kraju. Tak mówiła, a Akashi-chan był wtedy taki spokojny, nie płakał ale też nic nie mówił… - kobieta pociągnęła nosem i otarła oczy wierzchem dłoni. – Przepraszam, ale wiem tylko tyle.
 - Nic się nie stało. To i tak więcej, niż wiedzieliśmy. A jeśli mogę spytać, jaki jest Akashi? – zadał pytanie Takao. – Znaczy, z charakteru. Jaki miał kontakt z rówieśnikami?
Haruki westchnęła ciężko i spojrzała przez okno. Ani Kuroko, ani Takao nie naciskali, żeby mówiła. Zdawali sobie sprawę, że każdy wychowanek domu dziecka to inna smutna, a nawet tragiczna, historia. Było więc jasne, że kobieta może mieć trudności z powiedzeniem niektórych rzeczy.
 - Tak właściwie, to nie miał żadnych relacji. – odpowiedziała cicho. – Izolował się od dzieci, nigdy nie bawił się w grupie. Zawsze siedział sam gdzieś w kącie albo przy stoliku i rysował. Czasem czytał. Rzadko rozmawiał z opiekunami, a jeśli już, to używał wielu słów, których pięciolatki raczej nie znają. No… Ma też skłonności samobójcze. Raz pociął sobie ręce nożyczkami i straszył inne dzieci. Kilkakrotnie chciał się udusić sznurówkami. Nie wiemy, skąd u niego takie zapędy. Może to kwestia tego, co przeżył… Akashi-chan to nie pierwszy przypadek takiego zachowania, jednak nigdy takich rzeczy nie było w takim wieku.
Zapanowała kilkunastosekundowa cisza, którą przerwał Kuroko.
 - Dziękujemy, że chciała się pani z nami spotkać i porozmawiać. To było dla nas bardzo ważne. – wstali i pożegnali się, a następnie odprowadzili Haruki do drzwi kamienicy.
Tetsu i Kazunari  zabrali ze świetlicy filiżanki i poszli do kuchni. Usiedli przy stole, chcąc jeszcze raz przeanalizować słowa opiekunki Akashiego.
 - I co o tym myślisz? – zaczął niepewnie Takao, zerkając na swojego przyjaciela.
 - Jeszcze nie wiem. Będziemy musieli go delikatnie wypytać o rodziców i równie ostrożnie zachęcić do pozostałych. – odparł spokojnie Kuroko, chociaż z jego twarzy można było wyczytać, że jest szczerze zmartwiony całą tą sprawą.
 - Czyli zostało nam tylko czekać aż jutro dzieciaki do nas przyjdą… - zawyrokował Takao.
 - Tak. Martwię się tylko, czy my sobie z nimi poradzimy. – myślał na głos błękitno włosy, bujając się na kuchennym krześle.
 - No ba, że poradzimy. Jak nie my, to kto? – zapytał półżartem czarnowłosy, zerkając na przyjaciela.

Przesiedzieli i przegadali o rożnych mniej i bardziej ważnych sprawach do późnego wieczora, a potem, po odbyciu prysznica obaj poszli spać. Z niecierpliwością czekali, co przyniesie im nowe jutro. 











Hahaha, bądźcie ze mnie dumni, jest oto Kuroko XD Piszę te opowiadanie z przyjaciółką i jestem z niego cholernie dumna ;w; 
Pozdro,
M.