- To
jak? Zgadza się pan, czy nie?!
-
Takao-kun, spokojnie.
Czarnowłosy chłopak wiercił się
niecierpliwie na krześle i wpatrywał w urzędnika. Miał wrażenie, że z
ekscytacji zaraz eksploduje.
-
Jesteście absolutnie pewni, że chcecie się tego podjąć? Jeżeli spróbujecie
potem pozbyć się tych dzieci, to będziemy zmuszeni wejść z wami na drogę
prawną. – powiedział poważnie barczysty mężczyzna siedzący za biurkiem.
-
Jesteśmy absolutnie pewni. Kiedy dzieci zostaną nam oddane i gdzie będzie
mieściła się instytucja? – dopytywał jeszcze Kuroko.
-
Wychowankowie pojawią się już jutro. Ich poprzedni wychowawcy wspólnie
ustalili, że im szybciej tym lepiej. Natomiast adres się nie zmienił, Itabashi
to dobre miejsce. Budynek jest już w pełni wyremontowany i umeblowany.
-
Dobrze. – rzucił Kuroko. – Dziękujemy za informacje. Do widzenia. – pożegnał
się, wstał ze swojego miejsca i skierował kroki w stronę wyjścia.
Takao tylko burknął coś pod nosem i wyszedł
za przyjacielem. Przeszli przez szare korytarze urzędu i znaleźli się przed
burym gmachem. Kuroko poluzował ciasno zawiązany krawat i sapnął.
- No
i mamy, co chcieliśmy. – oznajmił, lekko się uśmiechając. Czuł niewysłowioną
ulgę i radość.
-
Tobie też się wydaje, że ten facet robił nam łaskę, że się zgadza? – zapytał
nagle Takao. Jego towarzysz wzruszył tylko ramionami.
-
Ale nasz wniosek przeszedł, i to pozytywnie. A właśnie… - Tetsuya przypomniał
sobie o teczce, którą na początku spotkania wręczył mu urzędnik. W środku
znajdowały się informacje na temat dzieci. – Takao-kun, trzeba to przejrzeć.
Czarnowłosy chłopak rzucił się na teczkę z
okrzykiem: „DAWAJ!”.
-
No, pokaż mi te słodziuchne maleństwa! – nalegał, chcąc zabrać Kuroko
dokumenty.
To właśnie Takao wyszedł z inicjatywą
założenia rodzinnego domu dziecka i skutecznie namówił do tego Tetsuyę. Przez
prawie pół roku ganiali po wielu urzędach i instytucjach, załatwiając wszystkie
potrzebne dokumenty i badania. No ale w końcu się udało.
Oboje udali się do pobliskiej kawiarni, by
uczcić swój sukces dobrą latte . Przy okazji postanowili tam dowiedzieć się co
nieco o swoich przyszłych wychowankach. Cieszyli się także, że będą mogli
przejąć nad nimi opiekę już jutro. Usiedli przy ostatnim wolnym stoliku przy
dużym oknie i zaczęli czytać.
-
Midorima Shintaro, 5 lat, zielonowłosy chłopak, nosi okulary… Uwagi: jeszcze
nie wyrósł z pieluch. – przedstawił najważniejsze informacje Kuroko, odkładając
na bok pierwszą kartkę.
-
Cóż, damy radę… - zapewnił dziarsko Kazunari. – To lecimy dalej. Momoi Satsuki,
4 lata, różowe włosy, wesoła dziewczynka. Skora do kłótni z innymi dziećmi o
błahostki.
Tetsuya skinął głową i wziął do ręki
kolejną kartkę.
-
Kise Ryota, pięciolatek, blondyn. Uwagi: dziecko podatne na częste urazy. –
mówiąc to, błękitno włosy nie był pewien, czy dobrze zrobił dając się przekonać
przyjacielowi.
-
Murasakibara Atsushi… Jezu, jakie nazwisko… Wiek 5 lat, chłopiec, fioletowe
włosy… jakieś tęczowe przedszkole będziemy mieli. – roześmiał się Takao. –
Uwagi: je więcej słodyczy, niż przeciętne dziecko, czasem agresywny. I wzrost
jak na pięciolatka ma ogromny! – wzruszył ramionami, podzielając niepewność
przyjaciela.
-
Aomine Daiki, 5 lat, granatowo włosy chłopiec o ciemnej karnacji. Dziecko
pyskuje, wdaje się w bójki, ma przejawy perwersyjnego zachowania. – Kuroko
wciągnął głośno powietrze i po chwili je wypuścił. – Na pewno nie będziemy się
z nimi nudzili, nie?
-
Kagami Taiga, 5 lat, czerwono włosy. Uwagi: dziecko to jest nienajedzone. –
Takao parsknął śmiechem. – Kto to pisał? Nienajedzone… - chłopak położył się na
stole, trzęsąc się od nieopanowanego śmiechu.
-
Aida Riko, wiek 4 lata, brunetka. Uparta jak osioł i skora do kłótni. – Kuroko
nie okazywał żadnych emocji, czytając.
Takao sięgnął po ostatnią kartkę z wyraźną
ulgą.
-
Dobra, ostatni maluch. Akashi Seijuro. Pięć lat, czerwone włosy. Uwagi: chęci
odizolowania się od świata, skłonności depresyjne i samobójcze… CO?! –
wstrząśnięty Kazunari gwizdnął cicho. – Będziemy musieli na niego uważać.
-
Żeby tylko na niego. – Kuroko podparł głowę rękami. – Reasumując, mamy dwóch
żarłoków, dwie drące się panny, jednego kandydata na zboczeńca, jednego w
pieluchach, jednego kalekę i seryjnego samobójcę… Czekaj, kto wpadł na pomysł
założenia rodzinnego domu dziecka? – Tetsuya spojrzał znacząco na przyjaciela,
który właśnie rozpływał się z zachwytu nad załączonymi do dokumentów zdjęciami.
-
Nie przesadzaj, patrz jakie z nich słodziaki. – chłopak pokazał jedną z
fotografii, przedstawiająca drobnego chłopczyka o blond włosach i oczach koloru
miodu. Miał długie rzęsy, prawie jak dziewczyna i uśmiechał się radośnie.
- To
chyba Ryota, nie?
-
Ano. Nie martw się, wynagrodzą ci słodkością.
-
Szczególnie ten samobójca. Masz jego zdjęcie?
Takao znalazł fotografię i dokładnie się
jej przyjrzał. Po chwili wzdrygnął się i oddał kartonik Kuroko.
- Co
jest? – zainteresował się błękitno włosy, biorąc od przyjaciela zdjęcie. Była
na nim maleńka postać o krótkich, czerwonych włosach i tęczówkach w tym samym
kolorze. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że chłopiec miał łzy w
oczach, a drobne rączki pokryte siatką cienkich, białych blizn.
- O
cholera. – stwierdził krótko Tetsu.
-
Dziecko po przejściach? Maltretowane w domu? – zgadywał Takao. – Czy może chore
psychicznie?
Kuroko pomyślał chwilę i odparł cicho:
-
Ciężko stwierdzić. Ale chyba dali nam wychowanków dość… problematycznych.
Takao wzruszył ramionami, popijając w
zamyśleniu kawę. Nie czuł się w swojej decyzji tak pewnie, jak jeszcze przed
kilkoma godzinami, co nie znaczyło, że jego entuzjazm osłabł.
-
Może chcą nas sprawdzić?
-
Albo nas nie lubią. Zadzwonię jeszcze do ośrodka i wypytam o tego małego.
Najwyżej pomęczymy się z nim trochę, aż go adoptują. – rzucił jakby od
niechcenia Kuroko, zerkając za kawiarniane okno. Ludzie na zewnątrz spieszyli Siudo
swoich spraw. Wielki, rwący nurt zapracowanych tokijczyków.
Po dopiciu kawy, przyjaciele udali się
obejrzeć budynek, w którym jutro spotkają się z dzieciakami. Miejsce to
znajdowało się dość blisko kawiarenki, z której niedawno wyszli. Dotarli do
odpowiedniej kamienicy po nie więcej niż piętnastu minutach. Od razu im się
tutaj spodobało. Dzieciaki będą mieszkały w osobnych pokojach. Były one
umeblowane skromnie, ale sprawiały miłe wrażenie. W każdym znajdowało się
łóżko, szafa, mały kredens i biurko wraz z krzesłem. Oprócz tego na ścianach
wisiało kilka niewielkich półek. Tak samo w każdym pokoiku.
Takao i Kuroko postanowili nakleić na
drzwiach kartki z imionami ich podopiecznych. Po przygotowaniu tego,
zdecydowali, że czas najwyższy dowiedzieć się więcej o historii Akashiego.
Tetsuya wykonał kilka telefonów. Szczęśliwym trafem, kobieta, która sprawowała
opiekę nad czerwonowłosym chłopcem zgodziła się na spotkanie o 15. Czyli za
dokładnie dwadzieścia minut. Do tego czasu przyjaciele zapoznali się z panią
Fukudą. Była to bardzo miła osoba, kucharka, którą zatrudnili przed dwoma
dniami.
-
Dzień dobry…? – rozległo się nagle wśród korytarzy kamienicy. Kuroko i Takao
zeszli na dół schodami i zobaczyli niską brunetkę o smutnym wyrazem twarzy.
-
Witamy panią! – ożywił się natychmiast Takao. – Jestem Takao Kazunari, a to mój
przyjaciel Kuroko Tetsuya.
-
Haruki Mei, miło mi. – brunetka skinęła uprzejmie głową.
-
Nam też niezmiernie miło, nie sądziłem, że uda się nam spotkać tak szybko. Tym
bardziej, że sprawa jest dosyć nagląca. – powiedział Kuroko. – Ale nie będziemy
tak stali, usiądźmy proszę.
Trójka przeniosła się do świetlicy, również
przygotowanej na pojawienie się dzieci. Siedzieli przy okrągłym stoliku, nad
filiżankami herbaty i rozmawiali o przeszłości Akashiego Seijuro.
-
Dowiedzieliśmy się, że zna pani historię tego chłopca. – Kuroko wpatrywał się
spokojnie w oblicze Haruki.
-
Owszem, ale… - zaczęła niepewnie kobieta. – Obawiam się, że moja wiedza może
nie być wystarczająca.
-
Proszę mówić.
-
Więc… Akashi-chan jest sierotą. Jego rodzice nie żyją od roku. Pewnego dni
przyszła do mnie policjantka z nim na rękach. Powiedziała, że nie ma innej
rodziny mieszkającej w kraju. Tak mówiła, a Akashi-chan był wtedy taki
spokojny, nie płakał ale też nic nie mówił… - kobieta pociągnęła nosem i otarła
oczy wierzchem dłoni. – Przepraszam, ale wiem tylko tyle.
-
Nic się nie stało. To i tak więcej, niż wiedzieliśmy. A jeśli mogę spytać, jaki
jest Akashi? – zadał pytanie Takao. – Znaczy, z charakteru. Jaki miał kontakt z
rówieśnikami?
Haruki westchnęła ciężko i spojrzała przez
okno. Ani Kuroko, ani Takao nie naciskali, żeby mówiła. Zdawali sobie sprawę,
że każdy wychowanek domu dziecka to inna smutna, a nawet tragiczna, historia.
Było więc jasne, że kobieta może mieć trudności z powiedzeniem niektórych
rzeczy.
-
Tak właściwie, to nie miał żadnych relacji. – odpowiedziała cicho. – Izolował
się od dzieci, nigdy nie bawił się w grupie. Zawsze siedział sam gdzieś w kącie
albo przy stoliku i rysował. Czasem czytał. Rzadko rozmawiał z opiekunami, a
jeśli już, to używał wielu słów, których pięciolatki raczej nie znają. No… Ma
też skłonności samobójcze. Raz pociął sobie ręce nożyczkami i straszył inne
dzieci. Kilkakrotnie chciał się udusić sznurówkami. Nie wiemy, skąd u niego
takie zapędy. Może to kwestia tego, co przeżył… Akashi-chan to nie pierwszy
przypadek takiego zachowania, jednak nigdy takich rzeczy nie było w takim
wieku.
Zapanowała kilkunastosekundowa cisza, którą
przerwał Kuroko.
-
Dziękujemy, że chciała się pani z nami spotkać i porozmawiać. To było dla nas
bardzo ważne. – wstali i pożegnali się, a następnie odprowadzili Haruki do
drzwi kamienicy.
Tetsu i Kazunari zabrali ze świetlicy filiżanki i poszli do
kuchni. Usiedli przy stole, chcąc jeszcze raz przeanalizować słowa opiekunki
Akashiego.
- I
co o tym myślisz? – zaczął niepewnie Takao, zerkając na swojego przyjaciela.
-
Jeszcze nie wiem. Będziemy musieli go delikatnie wypytać o rodziców i równie
ostrożnie zachęcić do pozostałych. – odparł spokojnie Kuroko, chociaż z jego
twarzy można było wyczytać, że jest szczerze zmartwiony całą tą sprawą.
-
Czyli zostało nam tylko czekać aż jutro dzieciaki do nas przyjdą… - zawyrokował
Takao.
-
Tak. Martwię się tylko, czy my sobie z nimi poradzimy. – myślał na głos
błękitno włosy, bujając się na kuchennym krześle.
- No
ba, że poradzimy. Jak nie my, to kto? – zapytał półżartem czarnowłosy, zerkając
na przyjaciela.
Przesiedzieli i przegadali o rożnych mniej
i bardziej ważnych sprawach do późnego wieczora, a potem, po odbyciu prysznica
obaj poszli spać. Z niecierpliwością czekali, co przyniesie im nowe jutro.
Hahaha, bądźcie ze mnie dumni, jest oto Kuroko XD Piszę te opowiadanie z przyjaciółką i jestem z niego cholernie dumna ;w;
Pozdro,
M.