Kuroko strzepał ubrania z niewidocznego brudu. Okropnie się stresował, bo za chwilę miały pojawić się pierwsze dzieci. Tym samym zaczęła się długa droga opiekuna w rodzinnym domu dziecka.
- Kuroko-kun, wszystko jest już gotowe- pani Fukuda wytarła dłonie w fartuch i uśmiechnęła się do zdenerwowanego Tetsuyi- Czy do czegoś się jeszcze przydam?
- Nie i tak zrobiła już pani dużo. Tyle smakołyków na powitanie dzieciaków wystarczy.
W momencie gdy kończył to mówić, w całej kamienicy rozbrzmiał terkoczący dzwonek do drzwi. Potem w holu pojawiła się kobieta z wczoraj trzymając za rękę małego chłopczyka z czerwonymi włosami. Haruki pożegnała się jednak maluch nic nie mówił.
Nagle po schodach zbiegł Takao, a kiedy stanął przed Akashim wydarł się na cały regulator: „ Hej malutki!” co nie przypadło młodemu do gustu. Najpierw pociągnął nosem, by po chwili się rozpłakać. Czarnowłosy był przerażony nie na żarty jednak do akcji wkroczył Kuroko. Zabrał chłopczyka do jego nowego pokoju przy okazji mówiąc szeptem przyjacielowi by zajął się resztą.
Takao pokiwał w osłupieniu głową. Czy na pewno rozmawiali z Haruki o tym samym dziecku? Był bardziej przygotowany, że Akashi zupełnie nie zareaguje lub pokaże mu język. A tu niespodzianka.
Po kilku minutach rozległ się kolejny dzwonek. Kazunari po otwarciu drzwi zobaczył trójkę dzieci- dwie dziewczynki i ciemnoskórego chłopca.
- Dzień dobry!- przywitał się z pulchnym mężczyzną najpewniej ich opiekunem.
- Witam.- wymamrotał facet niskim głosem- Oto wychowankowie, którzy mieli zostać dzisiaj tutaj przyprowadzeni. Pan ich bierze w cholerę, muszę się spieszyć, mam jeszcze do załatwienia kilka spotkań w sprawie adopcji.- i zanim Takao zdążył cokolwiek odpowiedzieć, jegomość przepchnął dzieci przez próg i trzasnął drzwiami.
Zapanowała cisza. Nagle chłopiec podniósł rączki iż błyskiem w ciemnoniebieskim oku spytał:
- Ej, a masz ty legalne świerszczyki?
- A czy ty wiesz, że ta gazetka niespecjalnie jest przeznaczona dla dzieci w twoim wieku?- odparł czarnowłosy trochę zażenowany.
- No dobra nie było pytania- odpowiedział na to Aomine i podniósł ręce w obronnym geście.
Tym razem rozległo się pukanie do drzwi. Zdecydowania zbyt natarczywie. Kazunari ledwo zdążył cofnąć się przed rozpędzonym kawałkiem drewna na zawiasach, który huknął o ścianę. Zanim zobaczył postać, usłyszał wysoki, damski głos.
- Ojej, to pan będzie się opiekował naszymi chłopcami?- zaszczebiotała starsza pani, trzymająca za ręce dwóch chłopców- jednego blondynka, drugiego z zielonymi włosami.
- No…- wymamrotał trochę zbity z tropu Takao- Tak, będę drugim opiekunem…
- Oh jak wspaniale! Musi pan wiedzieć, że nasi wychowankowie są grzeczni jak aniołki. Nie sprawiają żadnych kłopotów i są bardzo dobrze wychowani. Szczególnie ten słodziutki Ryota!- nachyliła się z uśmiechem do blondynka.- On na przykład już umie liczyć i sam dobiera sobie ubranka!
Takao spojrzał na obu chłopców i jak zauważył obaj starali się wyrwać rączki z jej żelaznego uścisku.
- Zaraz, moment… Gdzie jest Atsushi?- kobieta rozejrzała się. Puściła dwie rączki by wyjrzeć przed drzwi- O tu jesteś! Chodź przywitaj się ze swoim nowym opiekunem.
Fioletowowłosy chłopiec spojrzał niepewnie na Kazunariego po czym bąknął cichutkie „dzień dobly” .
Zaraz za nim pojawił się bardzo szczupły mężczyzna u boku, którego stał czerwonowłosy chłopczyk. Przybysz nie powiedział nic, po prostu popchnął malucha do Takao i wyszedł.
- Dobrze dzieci ja jestem Takao Kazunari. Zapraszam was do kuchni na mały poczęstunek- powiedział czarnowłosy niepewnie patrząc po malutkich twarzyczkach.
Podopieczni bez żadnego sprzeciwu ruszyli za nim w odpowiednim kierunku. Zasiedli przy stole i zaczęli jeść. Wszystko odbywało się w grobowej ciszy. Co było dla Kazunariego niepokojące. Po chwili w pomieszczeniu zjawił się Kuroko. Przedstawił się uprzejmie, dodał parę słów na temat tego, że dzieci będą tu dobrze traktowane
- Może wy się przedstawicie? Dodajcie co lubicie, ponieważ miło by było lepiej się poznać, Od teraz będziemy swego rodzaju rodziną- powiedział Takao przyjacielskim tonem spoglądając na nich kolejno.
- To tak mnie już znacie, a lubię oglądać dobre horrory- powiedział czarnowłosy.
- Kuroko Tetsuya, lubię czytać książki, a najbardziej kryminały- przedstawił się niebieskowłosy.
Dzieci nie wydawały się być zbytnio przekonane do tego pomysłu. Jednak pojawiła się jedna łapka w górze, więc mężczyźni oddali głos właścicielowi rączki.
- Jestem Midorima Shintarou i lubię czytać horoskopy- powiedział chłopiec dumnym głosem.
- Umiesz czytać?- zainteresował się Kuroko.- No proszę. A lubisz czytać inne rzeczy?
- No jasne!- twarzyczka zielonowłosego promieniała samo zachwytem- Czytam jeszcze senniki i czasem znaczenie imion. To bardzo ważne żeby mieć szczęście! I dlatego zawsze mam ze sobą szczęśliwy przedmiot!
- Eee tam- do rozmowy włączył się Aomine.- Szczęście jest wtedy, kiedy masz CYCKI. Prawda, Satsuki?
Różowowłosa dziewczynka aż poczerwieniała z gniewu.
- Dai-chan!!!- zapiszczała tłukąc małą piąstką w stół- Obiecałeś, że nie będziesz tak mówił! Obiecałeś! Obiecałeś!
- No i?- burknął chłopiec, dźgając widelcem szarlotkę.- Obiecałem to pani Kanabi, a nie tobie.
- To już się nigdy do ciebie nie odezwę!- krzyknęła Momoi odwracając głowę w drugą stronę.
O dziwo, zadziałało to na niepokorność Aomine, który niemalże z płaczem zerwał się do przepraszania różowowłosej.
- Przepraszam- rozległ się nieśmiały głosik Kise- Ale ja nie wiem co to są „cycki”
Takao i Kuroko patrzyli w osłupieniu na błagającego Aomine, obrażoną Momoi, dumnego jak paw Midorimę i Ryoutę usilnie próbującego ustalić znaczenie nowego słowa. Tymczasem Aida dolewała oliwy do ognia, ciągle powtarzając „Aomine jest głupi”, natomiast Kagami i Murasakibara znosili na swoją stronę stołu większość talerzy z jedzeniem, które pochłaniali w zastraszającym tempie. Kazunari zmarszczył brwi. Kogoś mu brakowało. Przeliczył jeszcze raz dzieci i wtedy sobie przypomniał.
- Kuroko gdzie jest Akashi?- zwrócił się do przyjaciela. Niebieskowłosy odparł krótko:
- U siebie w pokoju. Poszedł spać, bo bolał go brzuch.
- Acha.
- Mam nadzieję, że nie próbowałeś witać w ten sam sposób innych dzieci?- Tetsuya spojrzał na Takao tak, że ten nieświadomie odwrócił wzrok.
- No nie.- odparł czarnowłosy skruszony.- Reakcja Akashiego była wystarczająca… Rozmawiałeś z nim?
Kuroko pokręcił głową i w ostatniej chwili złapał oparcie krzesła Aidy, która prawie poleciała z nim na podłogę.
- Nie bujaj się, bo rozwalisz sobie głowę.- zwrócił uwagę dziewczynce, po czym stwierdzając, że żadne dziecko nie zrobi sobie krzywdy, kontynuował do Kazunariego:
- Nie rozmawiałem, bo mały zbyt dużo sam nie mówił. Jak skończył płakać to spytał się, czy musi schodzić na poczęstunek, a potem to prawie od razu zasnął. Nie chciał, żebym szedł, ale jak sobie przypomniał, że ty tam jesteś, to stwierdził, że muszę cię pilnować, żebyś nikogo nie zjadł- kąciki ust Kuroko lekko się uniosły, co Takao przyjął dość niechętną miną i ironicznym śmiechem.
- Cóż wygląda na to, że jestem postrzegany jako bardzo głodny pan- westchnął żartobliwie czarnowłosy.
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Obaj opiekunowie natychmiast przerwali rozmowę szukając wzrokiem źródła ów niepokojącego odgłosu. Okazało się, że zamieszanie spowodował Kise, któremu wypadła z rączek szklanka. Chłopiec od razu zerwał się z krzesła by pozbierać wszystkie odłamki, ale jeden kawałek wbił mu się w dłoń przebijając delikatną skórę i powodując pojawienie się krwi na ręce malucha.
- Ryota! Takich rzeczy nie zbiera się gołymi rękami. Choć ze mną musimy cię teraz opatrzyć- powiedział spokojnie Kuroko ciągnąc za sobą lekko podenerwowanego blondyna.
- To ty go opatrz, a ja tu sprzątnę- dodał jeszcze Takao, a już po chwili nie było śladu po rozbitym naczyniu.
Kise był bliski histerii gdy zobaczył swoją zmasakrowaną łapkę, jednak dzięki uspokajającym słowom Tetsuyi był w stanie usiedzieć w miejscu do końca zabiegu. Potem miał obandażowaną rękę, ale na szczęście nie była to zbyt głęboka rana.
Wrócili do kuchni, a tam reszta dzieci rozmawiała w najlepsze z roześmianym Kazunarim. Patrząc na ich dziecięce oblicza niebieskowłosemu wpadł do głowy pewien pomysł.
- Moi drodzy kto chciałby pójść pobawić się w parku?- spytał Kuroko głosem najbardziej ożywionym na jaki było go w tej chwili stać.
Oczywiście wszystkie dzieciaki zgodnym chórem odpowiedziały, ż bardzo chciałyby pójść. Nie odpowiedzieli tylko zbyt głośno Kagami i Murasakibara, ale to dlatego, iż w tym momencie mieli do buzi napakowane jedzonko.
- To idźcie się przebrać i wychodzimy- powiedział Takao, a wszystkie dzieci jak na komendę pobiegły do wieszaka by tylko ubrać się w ekspresowym tempie.
- Poczekaj moment. Muszę sprawdzić co z Akashim- dodał jeszcze Tetsu i szybkim krokiem skierował się schodami, w kierunku odpowiedniego pokoju.
Zapukał cicho, ale nikt mu nie odpowiedział, więc wszedł „na palcach” do pomieszczenia.
Czerwonowłosy chłopiec spał w najlepsze nie zwracając uwagi na resztę świata. Niebieskooki uspokojony poszedł jeszcze by poprosić panią Fukudę by pod ich nieobecność przypilnowała Seijuurou. Kobieta wyraziła szczere chęci podjęcia się tego zadania, więc obaj opiekunowie mogli wyjść z resztą dzieciaków na plac zabaw, który na ich szczęście znajdował się bardzo blisko ich rodzinnego domu dziecka.
Dotarcie na miejsce nie zajęło im więcej niż 10 minut.
„Opłacało się ich tutaj przyprowadzić”- pomyśleli równocześnie Kuroko i Takao. Patrząc na park Kirisan można było się wzruszyć tym naturalnym pięknem. Pełno było tam zieleni, ale oczywiście nie mniej znajdowało się tam kolorowych kwiatów. Były tutaj najróżniejsze gatunki roślin, chociaż tego można było się spodziewać po miejscu, które jest znane na całym świecie, a nie tylko w Japonii. Kiedy tylko dzieciaki ujrzały placyk pobiegły w jego stronę z takim zapałem, jakby od tego kiedy tam się znajdą zależało ich małoletnie istnienie.
Takao widząc to parsknął cicho śmiechem. Spędzili tam około 2 godziny. Na placyku nie było prawie nikogo, nie licząc oczywiście ich podopiecznych. Na szczęście obyło się bez większych urazów. Tylko tyle, że Kagami spadł z huśtawki, jednak w brew pozorom nie płakał, ale nie wrócił już na „diabelskie narzędzie”.
Kiedy tylko przekroczyli próg domu do ich nozdrzy dotarł zapach pieczonego kurczaka. Wszystkim na tą smakowitą myśl ślinka pociekła, wliczając w to Kuroko i Takao.
Dzieci pobiegły do łazienki by umyć rączki, a już po chwili wszystkie zajmowały miejsce przy stole, czekając aż dorośli nałożą im posiłek. Tym razem w pomieszczeniu znalazło się każde dziecko bez wyjątku, w tym Akashi.
Tetsuya poprosił na słowo panią Fukudę, kiedy podopieczni zajadali mięsem i ziemniakami w sosie.
- Czy Akashi sprawiał jakieś kłopoty gdy nas nie było?- spytał Kuroko niepewnie patrząc na twarz kobiet.
- Nie ależ skąd. Nawet obiad pomógł mi zrobić, oczywiście w granicach bezpieczeństwa- odparła wesoło Fukuda, rozwiewając tym samym obawy niebieskowłosego.
Tetsu kiwnął tylko głową na znak, że rozumie. Cieszył się, iż chłopiec jeszcze nie pokazał swojej samobójczej natury. Dzieciaki zjadły już swoje porcje i teraz siedziały z błogimi uśmiechami na twarzach. Jednak zaniepokoiło go dziwne spojrzenie Takao posyłane prawie cały czas w stronę Ryoty.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni, wliczając w to opiekunów, zostało postanowione, że dzieci pooglądają sobie bajkę w telewizji. Akurat leciał „Wilk i zając” co wszystkim przypadło do gustu. Dzieciaki oglądały tak do wieczora, aż w końcu nadeszła pora by spać. Maluchy nie były zbyt chętne by już iść jak to ujął Takao „ziuzi lulu”, ale nie miały za wiele do powiedzenia.
Po umyciu się nadszedł jeszcze czas na obchód po pokojach. Podopieczni odpowiadali coś w stylu: „Dobranoc, dzisiejszy dzień był świetny/fajny/super”. W końcu obaj dotarli pod wejście do azylu Akashiego.
Takao zapukał, a gdy rozległo się cichutkie „proszę” uchylił lekko drzwi wchodząc razem z Kuroko u boku.
Czerwonowłosy trochę się przeraził na widok Kazunariego i przysunął się bliżej ściany. Czarnowłosy przysiadł na łóżku zmniejszając trochę odległość między nimi.
- Przepraszam, że rano cię przestraszyłem naprawdę nie chciałem. Obiecuję ci, iż nie zjadłem żadnego dziecka ani nie zamierzam- powiedział Takao patrząc na Seijuurou spokojnie, acz z pewnym niepokojem.
Chłopiec patrzył na niego niepewnie, a po chwili odwrócił wzrok w stronę Kuroko szukając u niego jakiegoś potwierdzenia. Kiedy ten kiwnął przyjaźnie głową, maluch znów spojrzał na Kazunariego i wyciągnął do niego łapkę na zgodę, chociaż ciągle z małą dozą strachu.
- Dobrze to my już pójdziemy, żebyś mógł się na jutro wyspać- powiedział Kuroko i razem ze swoim przyjacielem wyszli z pokoju.
Po skończeniu obchodu opiekunowie postanowili udać się na zasłużony spoczynek. Dzisiaj jak zdążyli zauważyć te dzieci posiadały naprawdę ciekawe osobowości. Tego pierwszego dnia na pewno nie zapomną. Zastanawiali się jak dalej potoczy się ich życie w towarzystwie tych maluchów.
Dzieciaki były bardzo słodziutki i chociaż Takao i Tetsuya mieli pewne wątpliwości co do Seijuurou to w jakiś dziwny sposób udało im się dostrzec w nim wiele miłych cech, co utwierdziło ich w przekonani, że w brew pozorom fajny z niego dzieciak.
Z takimi myślami obaj położyli się spać czekając na to co może wydarzyć się jutro.
- Kuroko-kun, wszystko jest już gotowe- pani Fukuda wytarła dłonie w fartuch i uśmiechnęła się do zdenerwowanego Tetsuyi- Czy do czegoś się jeszcze przydam?
- Nie i tak zrobiła już pani dużo. Tyle smakołyków na powitanie dzieciaków wystarczy.
W momencie gdy kończył to mówić, w całej kamienicy rozbrzmiał terkoczący dzwonek do drzwi. Potem w holu pojawiła się kobieta z wczoraj trzymając za rękę małego chłopczyka z czerwonymi włosami. Haruki pożegnała się jednak maluch nic nie mówił.
Nagle po schodach zbiegł Takao, a kiedy stanął przed Akashim wydarł się na cały regulator: „ Hej malutki!” co nie przypadło młodemu do gustu. Najpierw pociągnął nosem, by po chwili się rozpłakać. Czarnowłosy był przerażony nie na żarty jednak do akcji wkroczył Kuroko. Zabrał chłopczyka do jego nowego pokoju przy okazji mówiąc szeptem przyjacielowi by zajął się resztą.
Takao pokiwał w osłupieniu głową. Czy na pewno rozmawiali z Haruki o tym samym dziecku? Był bardziej przygotowany, że Akashi zupełnie nie zareaguje lub pokaże mu język. A tu niespodzianka.
Po kilku minutach rozległ się kolejny dzwonek. Kazunari po otwarciu drzwi zobaczył trójkę dzieci- dwie dziewczynki i ciemnoskórego chłopca.
- Dzień dobry!- przywitał się z pulchnym mężczyzną najpewniej ich opiekunem.
- Witam.- wymamrotał facet niskim głosem- Oto wychowankowie, którzy mieli zostać dzisiaj tutaj przyprowadzeni. Pan ich bierze w cholerę, muszę się spieszyć, mam jeszcze do załatwienia kilka spotkań w sprawie adopcji.- i zanim Takao zdążył cokolwiek odpowiedzieć, jegomość przepchnął dzieci przez próg i trzasnął drzwiami.
Zapanowała cisza. Nagle chłopiec podniósł rączki iż błyskiem w ciemnoniebieskim oku spytał:
- Ej, a masz ty legalne świerszczyki?
- A czy ty wiesz, że ta gazetka niespecjalnie jest przeznaczona dla dzieci w twoim wieku?- odparł czarnowłosy trochę zażenowany.
- No dobra nie było pytania- odpowiedział na to Aomine i podniósł ręce w obronnym geście.
Tym razem rozległo się pukanie do drzwi. Zdecydowania zbyt natarczywie. Kazunari ledwo zdążył cofnąć się przed rozpędzonym kawałkiem drewna na zawiasach, który huknął o ścianę. Zanim zobaczył postać, usłyszał wysoki, damski głos.
- Ojej, to pan będzie się opiekował naszymi chłopcami?- zaszczebiotała starsza pani, trzymająca za ręce dwóch chłopców- jednego blondynka, drugiego z zielonymi włosami.
- No…- wymamrotał trochę zbity z tropu Takao- Tak, będę drugim opiekunem…
- Oh jak wspaniale! Musi pan wiedzieć, że nasi wychowankowie są grzeczni jak aniołki. Nie sprawiają żadnych kłopotów i są bardzo dobrze wychowani. Szczególnie ten słodziutki Ryota!- nachyliła się z uśmiechem do blondynka.- On na przykład już umie liczyć i sam dobiera sobie ubranka!
Takao spojrzał na obu chłopców i jak zauważył obaj starali się wyrwać rączki z jej żelaznego uścisku.
- Zaraz, moment… Gdzie jest Atsushi?- kobieta rozejrzała się. Puściła dwie rączki by wyjrzeć przed drzwi- O tu jesteś! Chodź przywitaj się ze swoim nowym opiekunem.
Fioletowowłosy chłopiec spojrzał niepewnie na Kazunariego po czym bąknął cichutkie „dzień dobly” .
Zaraz za nim pojawił się bardzo szczupły mężczyzna u boku, którego stał czerwonowłosy chłopczyk. Przybysz nie powiedział nic, po prostu popchnął malucha do Takao i wyszedł.
- Dobrze dzieci ja jestem Takao Kazunari. Zapraszam was do kuchni na mały poczęstunek- powiedział czarnowłosy niepewnie patrząc po malutkich twarzyczkach.
Podopieczni bez żadnego sprzeciwu ruszyli za nim w odpowiednim kierunku. Zasiedli przy stole i zaczęli jeść. Wszystko odbywało się w grobowej ciszy. Co było dla Kazunariego niepokojące. Po chwili w pomieszczeniu zjawił się Kuroko. Przedstawił się uprzejmie, dodał parę słów na temat tego, że dzieci będą tu dobrze traktowane
- Może wy się przedstawicie? Dodajcie co lubicie, ponieważ miło by było lepiej się poznać, Od teraz będziemy swego rodzaju rodziną- powiedział Takao przyjacielskim tonem spoglądając na nich kolejno.
- To tak mnie już znacie, a lubię oglądać dobre horrory- powiedział czarnowłosy.
- Kuroko Tetsuya, lubię czytać książki, a najbardziej kryminały- przedstawił się niebieskowłosy.
Dzieci nie wydawały się być zbytnio przekonane do tego pomysłu. Jednak pojawiła się jedna łapka w górze, więc mężczyźni oddali głos właścicielowi rączki.
- Jestem Midorima Shintarou i lubię czytać horoskopy- powiedział chłopiec dumnym głosem.
- Umiesz czytać?- zainteresował się Kuroko.- No proszę. A lubisz czytać inne rzeczy?
- No jasne!- twarzyczka zielonowłosego promieniała samo zachwytem- Czytam jeszcze senniki i czasem znaczenie imion. To bardzo ważne żeby mieć szczęście! I dlatego zawsze mam ze sobą szczęśliwy przedmiot!
- Eee tam- do rozmowy włączył się Aomine.- Szczęście jest wtedy, kiedy masz CYCKI. Prawda, Satsuki?
Różowowłosa dziewczynka aż poczerwieniała z gniewu.
- Dai-chan!!!- zapiszczała tłukąc małą piąstką w stół- Obiecałeś, że nie będziesz tak mówił! Obiecałeś! Obiecałeś!
- No i?- burknął chłopiec, dźgając widelcem szarlotkę.- Obiecałem to pani Kanabi, a nie tobie.
- To już się nigdy do ciebie nie odezwę!- krzyknęła Momoi odwracając głowę w drugą stronę.
O dziwo, zadziałało to na niepokorność Aomine, który niemalże z płaczem zerwał się do przepraszania różowowłosej.
- Przepraszam- rozległ się nieśmiały głosik Kise- Ale ja nie wiem co to są „cycki”
Takao i Kuroko patrzyli w osłupieniu na błagającego Aomine, obrażoną Momoi, dumnego jak paw Midorimę i Ryoutę usilnie próbującego ustalić znaczenie nowego słowa. Tymczasem Aida dolewała oliwy do ognia, ciągle powtarzając „Aomine jest głupi”, natomiast Kagami i Murasakibara znosili na swoją stronę stołu większość talerzy z jedzeniem, które pochłaniali w zastraszającym tempie. Kazunari zmarszczył brwi. Kogoś mu brakowało. Przeliczył jeszcze raz dzieci i wtedy sobie przypomniał.
- Kuroko gdzie jest Akashi?- zwrócił się do przyjaciela. Niebieskowłosy odparł krótko:
- U siebie w pokoju. Poszedł spać, bo bolał go brzuch.
- Acha.
- Mam nadzieję, że nie próbowałeś witać w ten sam sposób innych dzieci?- Tetsuya spojrzał na Takao tak, że ten nieświadomie odwrócił wzrok.
- No nie.- odparł czarnowłosy skruszony.- Reakcja Akashiego była wystarczająca… Rozmawiałeś z nim?
Kuroko pokręcił głową i w ostatniej chwili złapał oparcie krzesła Aidy, która prawie poleciała z nim na podłogę.
- Nie bujaj się, bo rozwalisz sobie głowę.- zwrócił uwagę dziewczynce, po czym stwierdzając, że żadne dziecko nie zrobi sobie krzywdy, kontynuował do Kazunariego:
- Nie rozmawiałem, bo mały zbyt dużo sam nie mówił. Jak skończył płakać to spytał się, czy musi schodzić na poczęstunek, a potem to prawie od razu zasnął. Nie chciał, żebym szedł, ale jak sobie przypomniał, że ty tam jesteś, to stwierdził, że muszę cię pilnować, żebyś nikogo nie zjadł- kąciki ust Kuroko lekko się uniosły, co Takao przyjął dość niechętną miną i ironicznym śmiechem.
- Cóż wygląda na to, że jestem postrzegany jako bardzo głodny pan- westchnął żartobliwie czarnowłosy.
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Obaj opiekunowie natychmiast przerwali rozmowę szukając wzrokiem źródła ów niepokojącego odgłosu. Okazało się, że zamieszanie spowodował Kise, któremu wypadła z rączek szklanka. Chłopiec od razu zerwał się z krzesła by pozbierać wszystkie odłamki, ale jeden kawałek wbił mu się w dłoń przebijając delikatną skórę i powodując pojawienie się krwi na ręce malucha.
- Ryota! Takich rzeczy nie zbiera się gołymi rękami. Choć ze mną musimy cię teraz opatrzyć- powiedział spokojnie Kuroko ciągnąc za sobą lekko podenerwowanego blondyna.
- To ty go opatrz, a ja tu sprzątnę- dodał jeszcze Takao, a już po chwili nie było śladu po rozbitym naczyniu.
Kise był bliski histerii gdy zobaczył swoją zmasakrowaną łapkę, jednak dzięki uspokajającym słowom Tetsuyi był w stanie usiedzieć w miejscu do końca zabiegu. Potem miał obandażowaną rękę, ale na szczęście nie była to zbyt głęboka rana.
Wrócili do kuchni, a tam reszta dzieci rozmawiała w najlepsze z roześmianym Kazunarim. Patrząc na ich dziecięce oblicza niebieskowłosemu wpadł do głowy pewien pomysł.
- Moi drodzy kto chciałby pójść pobawić się w parku?- spytał Kuroko głosem najbardziej ożywionym na jaki było go w tej chwili stać.
Oczywiście wszystkie dzieciaki zgodnym chórem odpowiedziały, ż bardzo chciałyby pójść. Nie odpowiedzieli tylko zbyt głośno Kagami i Murasakibara, ale to dlatego, iż w tym momencie mieli do buzi napakowane jedzonko.
- To idźcie się przebrać i wychodzimy- powiedział Takao, a wszystkie dzieci jak na komendę pobiegły do wieszaka by tylko ubrać się w ekspresowym tempie.
- Poczekaj moment. Muszę sprawdzić co z Akashim- dodał jeszcze Tetsu i szybkim krokiem skierował się schodami, w kierunku odpowiedniego pokoju.
Zapukał cicho, ale nikt mu nie odpowiedział, więc wszedł „na palcach” do pomieszczenia.
Czerwonowłosy chłopiec spał w najlepsze nie zwracając uwagi na resztę świata. Niebieskooki uspokojony poszedł jeszcze by poprosić panią Fukudę by pod ich nieobecność przypilnowała Seijuurou. Kobieta wyraziła szczere chęci podjęcia się tego zadania, więc obaj opiekunowie mogli wyjść z resztą dzieciaków na plac zabaw, który na ich szczęście znajdował się bardzo blisko ich rodzinnego domu dziecka.
Dotarcie na miejsce nie zajęło im więcej niż 10 minut.
„Opłacało się ich tutaj przyprowadzić”- pomyśleli równocześnie Kuroko i Takao. Patrząc na park Kirisan można było się wzruszyć tym naturalnym pięknem. Pełno było tam zieleni, ale oczywiście nie mniej znajdowało się tam kolorowych kwiatów. Były tutaj najróżniejsze gatunki roślin, chociaż tego można było się spodziewać po miejscu, które jest znane na całym świecie, a nie tylko w Japonii. Kiedy tylko dzieciaki ujrzały placyk pobiegły w jego stronę z takim zapałem, jakby od tego kiedy tam się znajdą zależało ich małoletnie istnienie.
Takao widząc to parsknął cicho śmiechem. Spędzili tam około 2 godziny. Na placyku nie było prawie nikogo, nie licząc oczywiście ich podopiecznych. Na szczęście obyło się bez większych urazów. Tylko tyle, że Kagami spadł z huśtawki, jednak w brew pozorom nie płakał, ale nie wrócił już na „diabelskie narzędzie”.
Kiedy tylko przekroczyli próg domu do ich nozdrzy dotarł zapach pieczonego kurczaka. Wszystkim na tą smakowitą myśl ślinka pociekła, wliczając w to Kuroko i Takao.
Dzieci pobiegły do łazienki by umyć rączki, a już po chwili wszystkie zajmowały miejsce przy stole, czekając aż dorośli nałożą im posiłek. Tym razem w pomieszczeniu znalazło się każde dziecko bez wyjątku, w tym Akashi.
Tetsuya poprosił na słowo panią Fukudę, kiedy podopieczni zajadali mięsem i ziemniakami w sosie.
- Czy Akashi sprawiał jakieś kłopoty gdy nas nie było?- spytał Kuroko niepewnie patrząc na twarz kobiet.
- Nie ależ skąd. Nawet obiad pomógł mi zrobić, oczywiście w granicach bezpieczeństwa- odparła wesoło Fukuda, rozwiewając tym samym obawy niebieskowłosego.
Tetsu kiwnął tylko głową na znak, że rozumie. Cieszył się, iż chłopiec jeszcze nie pokazał swojej samobójczej natury. Dzieciaki zjadły już swoje porcje i teraz siedziały z błogimi uśmiechami na twarzach. Jednak zaniepokoiło go dziwne spojrzenie Takao posyłane prawie cały czas w stronę Ryoty.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni, wliczając w to opiekunów, zostało postanowione, że dzieci pooglądają sobie bajkę w telewizji. Akurat leciał „Wilk i zając” co wszystkim przypadło do gustu. Dzieciaki oglądały tak do wieczora, aż w końcu nadeszła pora by spać. Maluchy nie były zbyt chętne by już iść jak to ujął Takao „ziuzi lulu”, ale nie miały za wiele do powiedzenia.
Po umyciu się nadszedł jeszcze czas na obchód po pokojach. Podopieczni odpowiadali coś w stylu: „Dobranoc, dzisiejszy dzień był świetny/fajny/super”. W końcu obaj dotarli pod wejście do azylu Akashiego.
Takao zapukał, a gdy rozległo się cichutkie „proszę” uchylił lekko drzwi wchodząc razem z Kuroko u boku.
Czerwonowłosy trochę się przeraził na widok Kazunariego i przysunął się bliżej ściany. Czarnowłosy przysiadł na łóżku zmniejszając trochę odległość między nimi.
- Przepraszam, że rano cię przestraszyłem naprawdę nie chciałem. Obiecuję ci, iż nie zjadłem żadnego dziecka ani nie zamierzam- powiedział Takao patrząc na Seijuurou spokojnie, acz z pewnym niepokojem.
Chłopiec patrzył na niego niepewnie, a po chwili odwrócił wzrok w stronę Kuroko szukając u niego jakiegoś potwierdzenia. Kiedy ten kiwnął przyjaźnie głową, maluch znów spojrzał na Kazunariego i wyciągnął do niego łapkę na zgodę, chociaż ciągle z małą dozą strachu.
- Dobrze to my już pójdziemy, żebyś mógł się na jutro wyspać- powiedział Kuroko i razem ze swoim przyjacielem wyszli z pokoju.
Po skończeniu obchodu opiekunowie postanowili udać się na zasłużony spoczynek. Dzisiaj jak zdążyli zauważyć te dzieci posiadały naprawdę ciekawe osobowości. Tego pierwszego dnia na pewno nie zapomną. Zastanawiali się jak dalej potoczy się ich życie w towarzystwie tych maluchów.
Dzieciaki były bardzo słodziutki i chociaż Takao i Tetsuya mieli pewne wątpliwości co do Seijuurou to w jakiś dziwny sposób udało im się dostrzec w nim wiele miłych cech, co utwierdziło ich w przekonani, że w brew pozorom fajny z niego dzieciak.
Z takimi myślami obaj położyli się spać czekając na to co może wydarzyć się jutro.
Okej, najpierw przeproszę za to, że każdy post jest pisany inną wielkością czcionki, innymi akapitami i w ogóle, bajzel, ale... dobra, nie ma się co tłumaczyć, leń jestem i nie chce mi się wszystkiego przed wstawieniem obrabiać (szczególnie, jeśli chciałabym opublikować post jak najszybciej). Bardzo za to przepraszam! Następne posty będą już ładnie obrobione :3 Obiecuję!
...
Tak więc, oto drugi rozdział YnK! Trochę (BARDZO) z nim zwlekałam. TZasłonię się nauką, kosmiczną ilością testów i wizyt u lekarzy, heh. Trzeci rozdział będzie wtedy, gdy... go napiszemy (bo nie wiem, czy jasno to przedstawiłam, opowiadanie nie jest w całości moje. Czuwa nad nim również Przyjaciółka :D). Czasami ciężko mi opisywać dialogi lub zachowania dzieci, żeby nie zrobić z nich stuprocentowych członków Pokolenia Cudów, bo to przecież jeszcze smarkacze X'DD I tak dobrze się bawimy, wymyślając kolejne wątki do opowiadania - a wątków uzbierało się ok. pięć i pół strony A5 :)
Mam nadzieję, że drugi rozdział nikogo nie zawiódł! >w<
Pozdro,
M.