Jedynym światłem był ekran komputera. Romano tępo spoglądał przez okno. Nagle rozległ się pisk, informujący o nowym fanficku. Włoch niechętnie przeniósł wzrok na monitor. Parszywy fandom. Parszywi fani. Nigdy spokoju nie dadzą.
Romano wstał z łóżka i przecierając zmęczone oczy usiadł do komputera. Otworzył migające okienko i zaczął czytać.
Tekst był cholernie długi. Jakiś ckliwy wstęp. Nowy rok na luksusowym statku. Oczywiście Włochy Południowe jest głównym bohaterem. Wszędzie piękne kobiety, dziani mafiosi, bogacze. Wino leje się hojnie. W orkiestrze, na gitarze gra jakiś Hiszpan.
Romano prychnął. Już wiedział, jaki zabieg przeprowadzi autor.
Włoch raz po raz łapał ukradkowe spojrzenia Hiszpana. I tu opis. Kasztanowe włosy, oliwkowa skóra i te oczy.
- Kurwa! – mruknął sam do siebie. Dlaczego wszystkie te opowiastki są tak do siebie podobne?!
Za godzinę północ. Orkiestrę zamieniają na sprzęt elektroniczny- z głośników rozbrzmiewa pop, disco. Do baru, do Włocha dosiada się Hiszpan z Gitarą. Przedstawia się, ma na imię Antonio. Jakiś monolog. Oczywiście Romano udaje niedostępnego, obojętnego. Hiszpan sypie żarcikami. Monolog wewnętrzny Włocha, że coś go ciągnie do Antonia, nieposkromiona żądza… I w końcu staje się. Na kilka minut przed północą Antonio zabiera Włocha do swej kajuty. Opisy budujące atmosferę pożądania. I w końcu scena gorącego seksu.
Romano z trudem powstrzymał się, żeby nie wywalić komputera przez okno. Dlaczego właśnie jego musiano dobierać do tak obrzydliwych rzeczy? Rozumiał, że niektórzy są spragnieni miłości, ale żeby aż tak?
Włochy wyszedł z pokoju. Pogasił światła, zamknął wszystkie okna i wyszedł z mieszkania. Wybiegł na ulicę.
Może jakiś bar przy Via Enrico Alvino, będzie mógł naprawić tak podle uplastyczniane jego serce i ciało.
Natalia starała się nie zasnąć. Głowa opadała jej na boki, ale musiała wytrzymać. Przynajmniej do północy, kiedy Ameryka puszcza mailem siatkę, że na dzisiaj koniec czuwania. Jeszcze tylko godzina…
Białorusinka obróciła krzesło i oplotła oparcie nogami. Taki nawyk. Polska zawsze śmiał się, że wygląda wtedy jak miś koala. Litwa tylko trochę speszony szeptał „Panienko, proszę usiąść po ludzku, tak nie wypada!” Przy czym czerwienił się jak burak.
Uch, czy północ nigdy nie nadejdzie?! Białoruś ze zdenerwowaniem zdała sobie sprawę, że będzie musiała niedługo zapłacić za Internet. Cholera, przekroczyła już limit o paręset rubli. Zresztą, robi to dla dobra wspólnego, może uda się jej ubłagać o jakąś zrzutkę na opłacenie.
Jest! Ekran monitora rozbłysł, na środku pojawiło się okienko informujące o fanarcie. Natalia niepewnie kliknęła na opcję „otwórz”. Wstrzymała oddech. Jej zmysł artystyczny nie burzył się, wykonanie jest staranne, kolory nie kłócą się ze sobą. Mroczna tonacja. Z boku napis- po angielsku, litery są umieszczone jedna pod drugą, podobnie jak w japońskim zapisie.
Will you marry me, Russia? Marry me… marry me…
Białoruś uderzyła pięścią w blat stołu. Oczywiście, pośrodku mrocznego tła znajduje się ona sama. Z szaleńczym uśmiechem trzyma nóż na gardle lalki przypominającej Iwana. Tego pieprzonego zdrajcę. Tego oszusta, który mówił, że wszystko będzie dobrze po unii! Że nie będzie biedy! Że komunizm to coś wspaniałego!
Zamknęła kartę, otworzyła następną, ich własne forum. Anglia z Estonią przy jego tworzeniu popisali się niemałym talentem. Dla osoby „z zewnątrz” strona była poświęcona w całości leczeniu kurzajek. Dla państw była głównym środkiem komunikacji. Wystarczyło wpisać odpowiednie hasło i strona zmieniała się zupełnie. Kilka chatów, odnośników, kalendarium spotkań i ważnych wydarzeń. Bardzo sprytnie przemyślane i stworzone. Natalia rozesłała wszystkim wiadomość
Na dziś to już chyba tyle, był tylko jeden. Ze mną, ta sama treść i przekaz. Mój Boże, żeby chociaż jakoś bardziej kreatywnie to przedstawiono…
Chciała wyłączyć komputer, gdy ten wyświetlił powiadomienie o nowych wiadomościach z forum.
Przykro mi. Ale przynajmniej (w większości) nie biorą Cię za homoseksualistę. Niemcy
No, potrafią być wyjątkowo bezczelni. Gdybym mógł, to bym się z Tobą zamienił. I tak już masz ciężko. Ameryka
Natalia uśmiechnęła się lekko.
Dzięki. Kocham Was. B.
Wyłączyła komputer. Jakoś odruchowo poszła do kuchni. Mimo, że wiedziała, że ma wsparcie od kilku europejczyków, czuła się zupełnie sama. Bezsilna. Bezradna. Nawet nie zauważyła jak zdjęła z plastikowej suszarki nóż.
Skóra. Powłoka jako tako elastyczna, jednak cholernie ciężko ją zdjąć w całości. Podobnie serce. Niby siedzi ci tam w środku, ale często się rozpada. Z powodu czegoś. Lub kogoś. Niesamowite, jak naostrzony kawałek metalu od razu potrafi rozciąć i jedno, i drugie.
- Dlaczego mnie tu prawie wcale nie ma? – Peter zrobił naburmuszoną minę. – Przecież jestem tak samo ważny, jak pozostali, wiesz?
Jedyny najemny żołnierz, którego posiadał Sealand, uśmiechnął się z zakłopotaniem. Bo jak tu takiemu dziecku powiedzieć, że go tak naprawdę nie ma?
Sealand spojrzał na żołnierza.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie, Willis. – twarz mikronacji spochmurniała. – Dlaczego Hetardzi mnie pomijają?
- Ależ nie pomijają zupełnie! – Willis natychmiast zaprzeczył. – Po prostu nie jesteś jeszcze bardzo popularny. Musisz pokazać im prawdziwe show.
Seland majtał nogami w powietrzu. Morze pod platformą marszczyło się pod wpływem wiatru i lśniło setkami odbitych promieni słonecznych. Na błękitnym niebie nie było żadnej chmurki. Wokoło niósł się krzyk mew.
- „Prawdziwe” to znaczy jakie? – spytał ponownie chłopiec. – Yaoi? Dokonać zamachu na Rosję? Wypowiedzieć wojnę Łotwie? – na wspomnienie o przyjacielu poczuł tępy ból między żebrami. Telefon dawno nie dzwonił, w skrzynce mailowej ostatnia wiadomość pochodziła sprzed kilku miesięcy. Co było nie tak? Czy to wina jego, Petera? Może po prostu Łotwa nie miał czasu? A może to już koniec? Raivis oszczędził bolesnych słów i po prostu odszedł, jakby go nigdy nie było…
- Masz wolne do końca dnia. – rzekł Sealand do żołnierza. Wstał, otrzepał mundurek, spojrzał jeszcze raz na morze i udał się do swojej mikroskopijnej kajuty.
Chwycił słuchawkę telefonu i wykręcił numer Łotysza. Przez kilka minut nie było sygnału. Potem rozległ się głos. Bynajmniej nie należący do Łotwy.
- Czego tam znowu?
Sealand zmieszał się.
- Y… Dzień dobry, nazywam się Peter Kirkland. Czy mógłbym rozmawiać z Raivisem Galante?
Ten sam, niemiły głos rzucił oschle:
- Bardzo musisz?
- Bardzo.
Chwila ciszy.
- Tak?
- Łotwa?
- Jā. – odpowiedział cicho. – Po co dzwonisz?
- Jak to- po co?! Do przyjaciela dzwoni się bez powodu! – Sealand usłyszał w słuchawce ciche sapnięcie. Wiedział, że Raivis się uśmiechnął. Od razu na sercu zrobiło się cieplej
- Doceniam. Ale wybrałeś zły moment.
- Dlaczego?
- Litwa przeczytał RusLietPola. Hardcore’owy trójkąt, nawiasem mówiąc.
- A-acha… - Peter zbaraniał. – To wiesz, ja zadzwonię później! Trzymaj się! – już miał odłożyć słuchawkę, ale zmienił zdanie. – Ej, Latvia! Spodziewaj się, pomocy, nadchodzę!
Parę tysięcy kilometrów dalej, w Rydze młody Łotysz śmieje się w duchu. A z mieszkania przy Kaļķu iela numer 10 niesie się w niebo prośba:
Boże, nie pozwól mu się zmienić. Nie pozwól mu się zatracić w naszej rzeczywistości i zamienić serca w rozciągliwą gumę.
Stary hetaliowy fick na konkurs. Byłam (i nadal jestem) z niego taka dumna! <3
Opowiadanie napisane pod wpływem piosenki Elastic Heart, polecam wysłuchać. No, to teraz w poczuciu spełnienia obywatelskiego obowiązku mogę lecieć oglądać Kuroko no Basuke >w<
Pozdro,
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz