sobota, 27 lutego 2016

[KnB/MidoTaka] All the things he said.


Czasami mam wielką ochotę zapomnieć wiele rzeczy. Już nie z powodu tego, że były to żenujące i głupie sytuacje. Przeszłość ma zbyt duży wpływ na naszą teraźniejszość, obie te rzeczy są - niestety - nierozerwalnie ze sobą powiązane.
I to ich połączenie jest najbardziej bolesne. To, oraz fakt, że nie da się zmienić przeszłości na własną korzyść.

Takao rzucił ukradkowe spojrzenie na zegar stojący na kuchennym blacie. Czerwone cyfry bezlitośnie wskazywały godzinę 17:47. Czyli porę, o której Midorima powinien już wychodzić z jego mieszkania, by nie spóźnić się na autobus do siebie i wrócić o określonej godzinie. Po cichu liczył, że zielonowłosy zlekceważy rozkaz rodziców i pójdzie na późniejszy transport. Tak bardzo jeszcze chciał zatrzymać Shin-chana przy sobie chociażby na chwilę...
Niestety, Midorima również czujnie sprawdzał godzinę i w momencie, gdy jego przyjaciel chciał zaproponować kolejny kubek kakao, zebrał ze stolika swoje zeszyty i schował je do szkolnej torby
- Już idziesz? - Kazunari wygiął usta w trochę przekoloryzowaną podkówkę. Wiedział, że chłopak nie weźmie tej miny na poważnie, ale w rzeczywistości Takao naprawdę chciało się płakać.

Gdy teraz myślę o początkach naszej znajomości, to... zupełnie nie pamiętam, kiedy zaczęliśmy się ze sobą zadawać. Jeszcze w mojej głowie siedzi nasza pierwsza rozmowa- kiedy wyśmiałeś mój szczęśliwy przedmiot. Oh, potem jeszcze rozmawialiśmy po jednym z treningów, chciałeś mnie już wtedy przekonać o swoich umiejętnościach... Teraz żałuję, że nie zachowałem się inaczej.
Żal mi tych wszystkich rzeczy, których nie dostrzegłem na samym początku. Twojego wiecznego uśmiechu i beztroskiego podejścia do wielu spraw. Tego wesołego spojrzenia i pozytywnego nastawienia do ludzi. Cierpliwości przy rozmawianiu ze mną.
Teraz rozumiem już o wiele więcej. A przynajmniej wydaje mi się, że dzięki minionym sześciu miesiącom jestem mądrzejszy niż do tej pory... Ale przez to, że zrozumiałem te pół roku, coraz silniej odczuwam żal i smutek. Najbardziej winne są temu myśli, które nachodzą mnie na chwilę przed tym, gdy zasypiam. Nagle uświadamiam sobie, ile miałem możliwości, żeby zbliżyć się do ciebie. Żadnej z tych możliwości nie wybrałem, co gorsza, swoimi decyzjami tylko cię raniłem.

- Oczywiście. - odparł Midorima, szybkim ruchem zamykając torbę na suwak. - Dobrze wiesz, że nie mogę się spóźnić.
- Oh. No tak. - westchnął czarnowłosy, splatając z zakłopotaniem palce swoich dłoni i nieznacznie je wykręcając. Zawsze tak robił, kiedy intensywnie myślał nad tym, jak szybko wybrnąć z nieprzyjemnej sytuacji. Dlaczego Shin-chan tego nie zauważył? Tym bardziej, że Takao zachowywał się w ten sposób coraz częściej w jego obecności?
- Zrozumiałeś cokolwiek z tego, co ci tłumaczyłem? - spytał, zerkając na Takao przez ramię. Niższy chłopak wstał z uśmiechem z kanapy i powiedział:
- No jasne, Shin-chan! Z twoją pomocą, to wszystko robi się banalne... - poszedł za Midorimą do przedpokoju i szybko założył na nogi swoje trampki. - Odprowadzę cię na przystanek, dobra?
- Jasne. Beze mnie też byś to ogarnął, wystarczy tylko skupić się na lekcji, a nie bawić się moim ołówkiem... - zielonowłosy posłał Takao delikatny uśmiech, od którego temu niemalże zakręciło się w głowie.
Cholera jasna! Uśmiech Shintarou był zawsze taki miły i przepełniony ciepłem, dlatego Kazunari czuł się naprawdę wyróżniony, bo to on najczęściej widział go takiego, a uśmiech Midorimy... cóż, spokojnie można by go nazwać rzadkim zjawiskiem. Przez głowę Takao przeleciała myśl, że chciałby częściej widzieć uśmiechniętego Shin-chana.

Zastanawiam się, gdzie popełniłem nieodwracalny błąd. W którym momencie się zapomniałem i powiedziałem o kilka słów za dużo? Kiedy powinienem zachować się zupełnie inaczej, żebyś naprawdę zrozumiał, jak bardzo potrzebny mi jesteś do życia?
To wszystko jest tak cholernie skomplikowane! Potrzebuję jasnej odpowiedzi, gdzie schrzaniłem, inaczej nie będę znał mojej porażki. Może to brzmi śmiesznie, wiem. Mając tak wysokie oceny ze wszystkich przedmiotów, nie potrafię wywnioskować przyczyny. Może szukam w niewłaściwych momentach naszej przeszłości? Może nie ma przyczyny, może właśnie tak miało się to wszystko potoczyć?
Tak bardzo nie chcę teraz wierzyć w przeznaczenie. Po raz pierwszy jestem pewien, że nie zawinił los, że nie było to ukartowane w gwiazdach.

Wyszli z mieszkania Takao, nawet nie zamykając drzwi na klucz, chociaż Kazunari zawsze tego pilnie przestrzegał. Midorima zauważył ten drobny szczegół i od razu zwrócił przyjacielowi z tego powodu uwagę. Ten tylko machnął ręką z roztargnieniem i odpowiedział, że nie trzeba, bo w końcu przystanek jest blisko.
W rzeczywistości czarnowłosy okropnie przejął się tym, że Shintarou to spostrzegł. Czy to znaczyło, że mu się przygląda? Że się przejmuje takimi rzeczami? Chodziło o jego perfekcjonalizm, czy... interesował się Takao, że zapamiętywał takie drobnostki?! Na tę myśl serce Kazunariego zabiło tak gwałtownie, że chłopakowi zrobiło się gorąco. Niemożliwe...
Blok, w którym mieszkał Takao miał cztery piętra i był bez windy, więc chłopcy musieli udać się schodami. Szli w milczeniu, blisko siebie. Nie zauważyli, kiedy weszło im w nawyk chodzenie pod rękę, obejmowanie się lub nawet - ale rzadko - trzymanie się za ręce. Zazwyczaj to Takao pierwszy zaczynał, ale Midorima nigdy się nie sprzeciwiał, nawet w szkole.

Brakuje mi tego. Potrafiliśmy oglądać jakieś kiepskie seriale, a ty rozwalałeś mi się na kolanach, albo kładłeś głowę na moim ramieniu i ufnie wtulałeś w mój bok. Nigdy nie wydawało mi się to być dziwne lub nieodpowiednie, nawet przez fakt, że jesteśmy tej samej płci. Bardzo często zdarzało się, że z kimś rozmawiałem, w czasie gdy ty zachodziłeś mnie od tyłu i wpychałeś mi ręce pod koszulę od szkolnego mundurka i zaczynałeś łaskotać. Okropnie mnie to peszyło, a jednak nie złościłem się o takie incydenty. Sam nie wiem, czemu.
Gdzie się to wszystko podziało? Dlaczego przestałeś odstawiać takie drobne „numery"? Znudziło ci się? Przestałeś nawet mnie przytulać, nawet nie nazywasz mnie „Shin-chan"...
Brakuje mi tego! Wróćmy do tych wszystkich dziwactw, które były naszą codziennością! Czemu nie jestem „Shin-chanem", czemu w SMS-ach nie wysyłasz mi tych wszystkich kaomoji, tych wszystkich serduszek, kiedy śmiałeś się, że jestem „niereformowalnym tsundere"?!

Nagle Takao zatrzymał się na półpiętrze, między schodami na parter a pierwsze piętro i zaczął gorączkowo przetrząsać wszystkie swoje kieszenie w spodniach i bluzie.
- Co się stało? - usłyszał nad sobą głos Midorimy.
- Oż cholera... - jęknął. - Zapomniałem...
- Czego?
Kazunari zagryzł mocno dolną wargę, czując na twarzy niekontrolowany, gorący rumieniec. Wcale niczego nie zapomniał, nie wiedział, po co zrobił tę całą szopkę z zapominaniem.
- No, tego, wiesz. Zapomniałem, muszę się wrócić, poczekasz? - czarnowłosy wyminął zgrabnie Midorimę i przeskoczył od razu trzy stopnie na górę.
- Jas... - chciał odpowiedzieć Shintarou, ale zanim zdążył dokończyć, Takao gwałtownie się odwrócił, złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie w taki sposób, że prawie zetknęli się czołami. Ich twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko i Midorima momentalnie oblał się rumieńcem.

Chyba faktycznie jestem niereformowalny. I to pod każdym względem. Tamtego dnia wywróciłeś cały mój świat do góry nogami, nawet jeżeli nie miałeś tego w planach. Zresztą, o jakich planach ja mówię- wszystko zadziało się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zareagować w jakikolwiek sposób. Zupełnie mnie zaskoczyłeś, chociaż sądziłem, że potrafię przewidzieć każde twoje zachowanie.
Miło się zaskoczyłem, nawet jeśli teraz te kilka sekund jest teraz w mojej pamięci czarną plamą.

- Co ty robisz...?! - wyrwało się ze ściśniętego gardła Midorimy. Patrzył ze zdezorientowaniem w szaroniebieskie tęczówki przyjaciela, szukając w nich odpowiedzi na nagły bałagan w jego myślach.
- Nie mam pojęcia. - wymamrotał Takao, uśmiechając się krzywo. - Nie chcę, żebyś już szedł.
- Przecież tylko wracam do domu, będziemy ze sobą pisać wieczorem, nie...?
- Wieczorem to ja chciałbym mieć cię w łóżku.
- Słucham?!
Kazunari wywrócił oczami i wcisnął twarz w swoje ramię. Co mu przyszło do głowy, żeby gadać takie rzeczy?

Szkoda, że nie wiesz, jak wspominanie tego wszystkiego mnie teraz boli. Mam wrażenie, że ktoś zabiera mi z każdym dniem trochę życia. Życia, w którym nie ma ciebie.

- No co, nie chcesz mieć za uke takiego ślicznego mnie? - roześmiał się głośno Takao, starając się jakoś opanować drżenie głosu
- O czym ty teraz gadasz?! - czarnowłosy żałował, że Midorima nie widzi, jak bardzo spalił cegłę. Jego czerwone policzki i uszy silnie kontrastowały z zielonymi włosami.
Kazunari wziął głęboki wdech i jeszcze bardziej pochylił się do Shintarou. Dokładnie w taki sposób, by ich usta złączyły się w delikatnym pocałunku.

Do tej pory nie rozumiem, co to wszystko miało znaczyć.
A może to się wcale nie wydarzyło? Może po prostu sobie to wszystko wyobraziłem, kiedy wieczorem nagle dostałem gorączki? W końcu, w mózgu lęgną się różne dziwne rzeczy, kiedy temperatura nagle wzrasta do 40 stopni Celsjusza... więc dlaczego nadal czuję to wszystko tak wyraźnie?

Wszystko tak naprawdę nie trwało dłużej niż piętnaście sekund.
Midorima czując delikatny nacisk na swoje usta, odruchowo rozchylił wargi. Oczy miał otwarte, bo z szoku zupełnie nie potrafił własnowolnie zareagować.
Przez chwilę wydawało mu się, że usta Takao mają słodki, karmelowy smak. Zupełnie jak te cukierki, które niedawno pochłaniał w niemal hurtowych ilościach. Jakoś impulsywnie poczuł, że chciałby jeszcze bardziej posmakować tych wszystkich nowych odczuć, jakie mu towarzyszyły.
Ten nagły pocałunek zupełnie mu się spodobał. Tak samo, jak miękkość warg Kazunariego, ich karmelowy smak i fakt, że... Shintarou od dłuższego czasu pragnął właśnie takiego obrotu spraw.

Nawet nie zauważyłem, że się w tobie zakochałem. Jakim kretynem jestem, że nie zrozumiałem tak silnego uczucia? Ile bezsennych nocy spędziłem, zastanawiając się „czy to na pewno to"? Do tej pory zdarza się, że nie mogę długo zasnąć, szukając odpowiedzi na takie pytanie. Potem jestem zły na siebie, że sam zwątpiłem w swoje uczucia.

Nagle Takao odskoczył jak oparzony na schodek wyżej, co o mało nie doprowadziło do upadku Midorimy.
- Shin-chan, bądźmy parą. Tak rozumiesz, na poważnie.
Zielonowłosy zamrugał szybko oczami, nadal nie mogąc otrząsnąć się po tym, co przed chwilą się wydarzyło. Policzki, cała twarz pulsowała mu ogromnym ciepłem, którego nie potrafił w żadne sposób kontrolować. Poprawił okulary typowym dla siebie ruchem dłoni i wbił wzrok gdzieś w ścianę obok Kazunariego.
- Cz-czemu nie...? Ja nie mam nic przeciwko, nanodayo...
Niższy chłopak uśmiechnął się szeroko i spojrzał z radością na Midorimę.
- Mam ochotę to powtórzyć. Nie sądziłem, że masz takie miłe w dotyku usta.

Też chciałem, żebyś jeszcze raz to zrobił. Przerabiam w mojej głowie ponownie tę sytuację- tym razem wzbogaconą o drugi pocałunek. Znacznie dłuższy, pełen naszego zaangażowania. Ale to miało się nigdy nie wydarzyć. Tamtego dnia w mojej głowie zniszczyła się jedna przyszłość, za to powstała jej nowa wizja- właśnie z tobą.
I wiesz co?
Ona wkrótce też runęła.

Midorima czytał w kółko tego jednego SMS-a i nic z niego nie rozumiał. Dostał tę wiadomość od Takao dokładnie dziesięć minut temu i przez ten czas przyswajał jej treść. Z nieznanych mu powodów, pojęcie tych kilkunastu słów było dla niego trudniejsze niż niektóre szkolne przedmioty. A przecież sens miały wręcz przerażająco prosty.

Mimo wszystko, tego dnia nie płakałem. Ale też nie czułem nic, poza dziwną pustką w sercu.

Po kilku próbach, Takao w końcu odebrał telefon.
- Co tam, Shin-chan? Już się za mną stęskniłeś? - rozległ się wesoły głos w słuchawce.
- Uhm, ta. Słuchaj, bo... dlaczego przysłałeś mi tego SMS-a? W sensie, mówisz serio?
- No... - chyba na chwilę się zawahał. - Naprawdę przepraszam, że to tak wyszło. To głupie z mojej strony, ja wiem, ale... nie uważasz, że nie powinniśmy udawać kogoś, kim nie jesteśmy?

Nie wiem, czy coś kiedykolwiek zabolało mnie mocniej, niż to jedno zdanie. Przez cały ten czas myślałeś, że nie jestem z tobą szczery? Że udaję „kogoś, kim nie jestem"...?

- Nie mam pojęcia... - tylko tyle zielonowłosy zdołał z siebie wydusić. Coś nagle zdławiło go w gardle i nieprzyjemnie naciskało na krtań.
- Serio, przepraszam. To było naprawdę dziecinne zachowanie, to co zrobiłem... Wygląda na to, że jednak nie będziemy ze sobą chodzić. - westchnął Takao. - Ale nasza relacja na tym nie ucierpi, prawda, Shin-chan?

Co miałem odpowiedzieć? Że relacja owszem, nie ucierpiała, ale zostawiła na mnie nieznikające zmiany, przez które kilkakrotnie chciałem ze sobą skończyć...?

- Dziękuję, że to rozumiesz, Shin-chan. Do jutra!
Nie zdążył się pożegnać, Kazunari się rozłączył zanim Midorima w ogóle pomyślał, że należałoby coś odpowiedzieć.

Znów przechodzi mnie ten zimny dreszcz. Wpatruję się zupełnie bez przekonania w swój zeszyt i zastanawiam się, czy to, co przed chwilą napisałem, jest odpowiedzią na pytanie z pracy domowej, czy może własną myślą? Staram się przeczytać własne zapiski, gdy nagle na kartkę spada pojedyncza kropla. Chcę się jej pozbyć i przecieram ją ręką, ale to tylko rozmazuje tusz długopisu i zamiast zamierzonego efektu powstaje brzydka, czarna smuga.
Klnę cicho. Nigdy byś mnie nie posądził o posługiwanie się takim słownictwem, wiem...
Takao, ty skończony kretynie! Skoro przez cały miniony czas bezbłędnie potrafiłeś odgadnąć moje emocje, dlaczego nie widzisz ich teraz?! Pół roku... przez tyle czasu ani razu się nie zorientowałeś, że to, co jakimś cudem nagle roznieciłeś tego wrześniowego popołudnia nadal istnieje?!
To nadal tkwi w mojej głowie. I zawsze dopada mnie w takiej pustej chwili, pojawia się tuż przed moimi oczami, kiedy najmniej tego pragnę. Kocham cię, Kazunari.
To nadal boli.

_______
eh, no cóż. mój plan wydawniczy się poszedł pieprzyć, więc po prostu będę publikować to, co mam aktualnie napisane... ;___;